Podróż przez dawne piekło i niebo

Przez całą obowiązkową edukację serdecznie nie znosiłam uczyć się historii. To dziwne wyznanie jak na osobę, która wybrała kierunek studiów z historią w nazwie, a którą w szkole uważano za humanistkę. Nie wiem jednak, co uczenie się historii ma wspólnego z humanizmem. Jak dla mnie wkuwanie dat i nazwisk – a do tego się niestety historia w szkole sprowadzała – było jeszcze gorsze niż wkuwanie praw fizyki.

Uwielbiam jednak i zawsze uwielbiałam ludzkie historie – to pewnie dlatego tak bardzo lubię czytać. Zawsze też interesowała mnie przeszłość: stare przedmioty, fotografie, opowieści. Na studiach lubiłam przeglądać starą prasę. Obcowanie z tym, z czym kiedyś obcowali ludzie, poznawanie ówczesnych „newsów”, napisanych z ówczesnej perspektywy, ówczesnym językiem pozwala niemal poczuć zapach dawnych – albo nie tak dawnych czasów.

Dlatego też chętnie sięgnęłam po zbiór reportaży Ireny Morawskiej „Było piekło, teraz będzie niebo”, napisanych w latach 90. ubiegłego wieku. Mogłoby się wydawać, że cały ten wstęp o historii nie ma sensu, przecież te teksty zostały napisane już za mojego życia. Jednak ich lektura uświadomiła mi, jak wiele się od tamtego czasu zmieniło, a zarazem w jak wielu kwestiach nie dokonał się postęp. By się tego dowiedzieć, wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę nazwę miejscowości „Sztynort”, która trzydzieści lat temu miała stać się perłą Mazur. Czy się nią stała, poszukajcie sami.

Bohaterowie Morawskiej swoje życie często wiodą na wsi lub w małych miejscowościach. W ich opowieściach funkcjonuje nazwa PGR, a nie ma mowy o unijnych dopłatach. Do komunikacji służy stacjonarny telefon lub list. Ale wartości, emocje i relacje są uniwersalne. Może opowiedziane trochę inaczej. Może dziś bohaterowie wtrącaliby więcej anglicyzmów i, jak podpowiada mi moje wyczulone ucho, więcej wulgaryzmów?

Jest coś wyjątkowego w tych reportażach, o czym pisze też we wstępie do książki Małgorzata Szejnert. Wydaje się, że Morawska oddaje swoją opowieść jej bohaterom i pisze ją ich językiem. Reporterskie mistrzostwo i niezwykła wrażliwość, czy też, jak pisze Szejnert, „słuch reporterski”, z czasem nabierają jeszcze większej wartości. Nie tylko okoliczności się zmieniają, ale i sposób, w jaki się wysławiamy, a reportaże Morawskiej są pięknym dokumentem polskiej mowy i mentalności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s