„Córka” o matce

Jak to właściwie jest z tym macierzyństwem? Jaka jest w nim proporcja cukierkowości rodem z instagrama, do ilości krwi, potu i łez? Czy każda kobieta powinna być matką, czy każda z nas dobrze się w tej roli czuje? Czy naprawdę wszystkie zostałyśmy stworzone do noszenia, rodzenia i wychowywania kolejnych pokoleń? Te pytania niebezpiecznie prowadzą do odpowiedzi pełnych truizmów, jednak niezmiennie zajmują twórców, zwłaszcza kobiety. W końcu każda z nas prędzej czy później sobie je zadaje.

Obciążenia, jakie nieodłącznie towarzyszą macierzyństwu, są ważnym tematem dla Eleny Ferrante. Tajemnicza autorka (lub autor – chociaż nie, teraz już nie mam wątpliwości, że autorka jest kobietą) przed napisaniem powieści neapolitańskich, które przyniosły jej sławę na całym świecie, stworzyła krótką powieść, „Córka”, którą w zeszłym roku wydało w Polsce wydawnictwo Sonia Draga, a której tematem jest macierzyństwo.

Główna bohaterka tej książki, Leda, częściowo zrzuciła z siebie brzemię opieki nad córkami, gdy te wyjechały zamieszkać ze swoim ojcem. Jednak to, jaką jest matką, wciąż jej ciąży. Wspomnienia i rozmyślania przybierają na sile, kiedy na plaży zauważa młodą kobietę opiekującą się swoją córką. Leda wyczuwa pewne podobieństwa między sobą a nieznajomą plażowiczką, a z czasem nawiązuje z nią więź, wokół której toczą się najważniejsze wydarzenia powieści.

„Córka” zawiera tak wiele wątków, które pojawiają się w powieściach neapolitańskich, aż momentami miałam wrażenie, że czytam tę samą książkę po raz kolejny. Są tu niebezpieczni neapolitańczycy, żyjący w pewnej hierarchii, jest chęć ucieczki od własnego pochodzenia za pomocą nauki, jest niespełniona zawodowo matka, której to niespełnienie każe podejmować decyzje, których potem żałuje, choć nie do końca. Jest motyw ciąży, która potrafi być okresem kwitnienia, ale też czasem wielkiego cierpienia. Nad tym wszystkim góruje motyw kobiety, która jest wykształcona i neurotyczna, a więc zbyt skupiona na sobie, by być dobrą matką. Przeciwwagę dla takiej bohaterki stanowi prosta i silna kobieta, która na swoje macierzyństwo patrzy z optymizmem. No tak, wydaje się mówić Ferrante, macierzyństwo jest dobre dla tych, które nie znają nic poza nim. Jeśli jednak spróbowałaś innego życia, jeśli czytasz i chcesz się rozwijać, prędzej czy później zaczniesz miotać się w klatce odpowiedzialności za inną istotę.

Trudno mi zgodzić się z powyższym, zwłaszcza dlatego, że wydaje mi się krzywdzące – czy niewykształcone kobiety nie mogą czuć się nieszczęśliwe w roli matki, a wykształcone, spełnione? Mimo to, w krótszej niż cztery powieści formie Ferrante przekonuje. Opowieść toczy się wartko, od pierwszej do ostatniej strony intryguje, a jeśli trochę irytuje, to nawet dobrze. Dygresje głównej bohaterki i narratorki mają odpowiednią długość, a akcji jest wystarczająco dużo jak na nieco ponad 200 stron. Jeśli więc ktoś, kto jeszcze nie zetknął się z autorką, zapytałby mnie, po którą książkę sięgnąć najpierw, bez wahania poleciłabym najpierw „Córkę”.

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Córka” o matce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s