Warto w oryginale! Część 1

Co uważniejsi czytelnicy tego bloga pewnie zauważyli, że choć wpisy są wyłącznie po polsku, niektóre książki na fotografiach wcale nie zostały po polsku wydane. Postanowiłam się więc z tego faktu wytłumaczyć. A także znaleźć za i przeciw, zastanowić się nad tym, jak to robię i jakie są różne dostępne źródła i metody czytania w językach obcych. Miał być jeden post, ale za bardzo urósł. Będzie więc cykl (albo cykliczek).

Przeczytanie dobrej powieści w języku, który jest dla nas obcy to z początku spore wyzwanie. Jest to jednak najlepszy sposób na utrzymanie kontaktu z językiem, którym nie włada się na co dzień, poszerzenie słownictwa i mimowolne przyswojenie sobie reguł gramatycznych. Język pisany rządzi się innymi prawami niż mówiony, czytanie może więc okazać się także podróżą w nieznane wcześniej rejony obcego języka.

Zaczęłam czytać książki po angielsku i hiszpańsku właśnie po to, żeby w przyjemny sposób uczyć się języka. W angielskim czytanie to najlepszy sposób na np. naukę kolokacji (czyli słów, które w języku naturalnie się ze sobą łączą, np. make a mistake, a nie do a mistake), które wielu uczniom sprawiają trudność. Dzięki czytaniu zaczęłam się też swobodniej posługiwać tymi językami i więcej rozumieć, a to dzięki jednej naczelnej zasadzie: przy czytaniu (prawie) nie korzystałam i do dziś nie korzystam ze słownika. Cała zabawa polega na tym, żeby nie zastanawiać się nad znaczeniem każdego słowa, a zrozumieć całą historię.

Przyznaję jednak, że do dziś zdarza mi się do słownika zaglądać, w dwóch przypadkach. Czasem sprawdzam słowo, którego nie rozumiem, jeśli jest ono kluczowe do zrozumienia akapitu, a może i całej historii, a nie jestem pewna, czy dobrze domyślam się z kontekstu, albo w ogóle nie umiem się domyślić. Ostatnio częściej zdarza mi się zaglądać do słownika, gdy jakieś słowo wyjątkowo mi się spodoba, więc chciałabym trochę jeszcze z nim pobyć, poznać wszystkie jego znaczenia, użycia, etymologię… Oczywiście jest to opcja dla lingwistów z zamiłowania. Są tu tacy?

A może jest ktoś, kto się nie zgadza i uważa, że słownictwo poszerzy tylko skrupulatne sprawdzanie i notowanie każdego nowego słowa? Zapraszam do dyskusji. A w następnej części cyklu o najważniejszym powodzie, który sprawia, że warto czytać w oryginale.

 

Reklamy

18 uwag do wpisu “Warto w oryginale! Część 1

      1. Czytałam wcześniej wszystkie części po polsku, ale to było wiele lat temu 🙂 Czyta się bardzo przyjemnie. Przez moment też słuchałam na youtube audiobooka po przeczytaniu każdego rozdziału 🙂 Zaczęłam też Dziennik Bridget Jones- bardzo przyjemnie się czyta i naprawdę jak na mój poziom językowy, mnóstwo rozumiem – i to akurat czytam po raz pierwszy 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  1. Ja zaczynam czytac. Zaczelam od fabolousity – taki poradnik jak byc slawna piekna itd – sporo nowych słówek sie nauczylam. Zamowilam moyes paris and one. Zobaczymy jak mi pijdzie. Na razie lekkie ksiazki biore zebym nie musiala czesto zagladac do slownika

    Polubione przez 1 osoba

    1. I tak też można zacząć. Przy czym dziecięce książeczki w moim przekonaniu wcale nie muszą być najłatwiejsze, bo zawierają mnóstwo słówek, których na kursie nigdy nie ma – takich typowo z dziecięcego świata. To dzięki temu świetna lekcja!

      Polubienie

  2. Akurat jestem w trakcie takiej lektury po angielsku 🙂 To właściwie moja druga powieść po angielsku, ale pierwsza od bardzo dawna. Co prawda kiedyś czytałam ją po polsku, ale niewiele pamiętam. Nie czyta się źle, ale jednak wymaga większego skupienia niż czytanie po polsku, czytam na razie dużo wolniej, ale na 50 stron na razie tylko raz zajrzałam do słownika. Raczej staram się domyślać słówek, znaczenia, a nie cały czas siedzieć z nosem w słowniku 😉 Ewidentną zaletą czytania po angielsku jest łapanie odmiennej struktury zdań 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nie zliczę, ile już razy próbowałam coś po angielsku przeczytać, ale po pewnym czasie przestawałam. A potem brałam się za inną książkę i tak dalej. Ale uparcie próbuję dalej. Z tym, że jestem na tyle uparciuchem, że lubię znać znaczenie każdego słowa, żeby nic ale to nic mi nie umknęło — więc bez słownika się nie obejdzie. I chociaż wszyscy mi mówią, że nie powinnam po niego sięgać w ogóle, jak czytam… to ja nie potrafię. Sama jestem więc sobie winna tego przerywania lektury, ale co zrobić, jak to silniejsze ode mnie. 😦

    Polubione przez 1 osoba

  4. Zgadzam się. Siedzenie z książką i słownikiem jest bez sensu. Lepiej próbować domyślić się słowa z kontekstu – są większe szanse że takie słowo zostanie przez nas nawet podświadomie zapamiętane. Dodatkowo czytanie ze słownikiem całkiem pozbawia nas przyjemności czytania 😉 a to chyba najważniejsze?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s