Rodzice! Odłóżcie poradniki i przeczytajcie „Dzieci z Bullerbyn”

Zdarzyło się już na tym blogu, że wspomnieliśmy – Pierwszy Recenzent i ja – o trudach bycia współczesnym rodzicem. Niełatwo wychowywać dzieci w świecie, w którym rodzina dawno przestała być stabilnym tworem o niezmienialnym układzie i z góry przypisanych rolach. Również argumenty z cyklu „tak się nie robi” albo „zawsze tak było” dawno straciły na wartości. Z drugiej strony, jest mnóstwo źródeł, z których możemy czerpać wiedzę i inspiracje w różnych sytuacjach. Nasi rodzice (dzisiejsi dziadkowie) nie dysponowali gronem specjalistów, nie mieli dostępu do warsztatów na każdy temat, książek ani „Superniani”. My mamy tego wręcz w nadmiarze.

Także nasze dzieci dysponują wieloma możliwościami, których my nie mieliśmy. W ofertach zajęć dodatkowych, kółek sportowych i terapii (jeśli są potrzebne) można przebierać. Jeśli akurat nie ma ich w pobliżu naszego miejsca zamieszkania, możemy zorganizować je sami – internet pełen jest sposobów na rozwijające zabawy i zajęcia, a także dostarczy nam mnóstwo materiałów. No i te poradniki… dzięki nim możemy dzieciom organizować życie od świtu do nocy, określać pory wstawania, spania, nauki, rozrywki, socjalizacji…

Albo możemy odłożyć poradniki i uważnie przeczytać „Dzieci z Bullerbyn”. Przenieść się na chwilę do wioski złożonej z trzech domów, których dorośli mieszkańcy pracują równie ciężko jak my, by wkroczyć na chwilę w narrację prowadzoną przez ośmioletnią Lisę. I wyciągnąć wnioski.

Dzieciństwo w Bullerbyn nie jest niczym wyjątkowym: Lisa, jej bracia i sąsiedzi chodzą do szkoły, kłócą się ze sobą i wspólnie bawią. Ich życie wyznacza znany nam dobrze cykl: wakacje, szkoła, święta, znów szkoła i tak dalej. Jest jednak coś, co sprawia, że czytamy tę książkę z ogromną nostalgią, a dzieci ją kochają. Po prostu „w Bullerbyn zawsze jest wesoło” – mimo rywalizacji między chłopcami i dziewczynkami i zmieniającej się w grupie dynamiki. Mimo tego, że dzieci nie mają zapewnionych wielu zajęć. Są natomiast obligowane do wykonywania obowiązków domowych, a nawet pracują zarobkowo. Jednak najważniejsze jest to, że cieszą się wolnym czasem i bujną wyobraźnią, dzięki której codzienne powroty ze szkoły zmieniają się w podróże pełne przygód. Co ważne – te dzieci właściwie nie ponoszą porażek! Nawet jeśli coś im nie wyjdzie, zaraz o tym zapominają, by rzucić się w kolejną przygodę. Mają swój własny świat, w którym dorośli odgrywają istotną rolę – ale którego nie organizują.

Takiego dzieciństwa, jak w Bullerbyn, życzyłabym każdemu dziecku. Dlatego chciałabym wracać do „Dzieci z Bullerbyn” nie tylko po to, żeby znów odczuć nostalgię za lekturą z dzieciństwa, ale też by przypomnieć sobie, jak szczęśliwe dzieciństwo może wyglądać. I jak chciałabym, by wyglądało.

 

„Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren były sierpniową lekturą miesiąca w fejsbukowym klubie książki Przeczytaj & podaj dalej.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Rodzice! Odłóżcie poradniki i przeczytajcie „Dzieci z Bullerbyn”

  1. Zgadzam się zdecydowanie, ostatnio nawet pisałam u siebie o „dzikich dzieciach” ze swoim swiatem na wsi, w którym -jak piszesz- „dorośli odgrywają istotną rolę – ale którego nie organizują.”
    A książka jest moja zdecydowanie ulubioną z dzieciństwa:)

    Polubione przez 1 osoba

  2. z przykrościa obserwuje zjawisko że dzieciaki już nie bawią się same na placach zabaw, w wakacje nie słychać za oknem śmiechu, kłótni, świetnych zabaw dzieciaków. A taka paczka sąsiadów by kazdemu dziecku sie przydała (dorosłym zresztą też!) 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s