Międzypokoleniowe czytanie. Część 2: Jak matka i córka

Z radością obserwuję coraz więcej akcji promujących czytelnictwo. Są tacy, którzy ukrywają książki na ulicach wielkich miast, tacy, którzy czytają na głos w przestrzeni publicznej i tacy, którzy organizują przyszpitalne biblioteki. Można też robić to wszystko prywatnie, bez udziału instytucji. Tak, jak na łamach „Polityki” proponowała Justyna Sobolewska w odpowiedzi na powszechne coroczne utyskiwanie po opublikowaniu wyników badań czytelnictwa w Polsce (do którego i ja się przyłączyłam), z którego nic nie wynika. A oto proponowane przez nią działania:

1. W domu niech otaczają nas książki.

2. Czytajmy dzieciom na głos, a potem podsuwajmy im świetną serię Wydawnictwa Egmont „Już czytam”, która na pewno nie zniechęci ich do czytania.

3. Czytajmy w środkach komunikacji miejskiej (i wszędzie indziej)

4. Kłóćmy się o książki, nie tylko o politykę.

W ogóle mnie te punkty nie zdziwiły. Zdziwiło mnie raczej to, że w ogóle trzeba o tym miłośnikom książek mówić. BO MOJA MAMA ROBI TO OD ZAWSZE. Może poza serią „Już czytam”, która jest dużo młodsza niż prywatna promocja czytelnictwa mojej mamy. Jako mama, ciocia, babcia, ciocia-babcia i znajoma jest mistrzynią wynajdywania ciekawych lektur dla różnych otaczających ją dzieci. Sama, gdyby chciała, mogłaby stworzyć taką serię, doradztwo książkowe lub bloga. Dlatego poniższa lista książek, które przeczytałam dzięki niej, jest bardzo okrojona.

Pełną nie sposób stworzyć. To mama pierwsza czytała nam codziennie i proponowała nowe lektury. Kiedy długo w dzieciństwie chorowałam, potrafiła co kilka dni biec do biblioteki, żeby dostarczyć mi kolejną porcję do czytania. Sama dużo czyta (choć często mówi, że ma na to za mało czasu), dyskutuje, rozdaje i pożycza książki.

Książki, które przeczytałam dzięki mojej mamie

Ernest Hemingway, „Komu bije dzwon”

„No nie każ mi czytać Hemingwaya, to nuda straszna!” – taka była moja reakcja kiedy mama zaproponowała mi, żebym sięgnęła po „Komu bije dzwon”. W pamięci miałam opowiadanie „Stary człowiek i morze”, które było lekturą szkolną. Tak nudną, że miałam wrażenie, że nawet nauczycielka polskiego nie wie, jak ciekawie ją z nami omówić. Jakimś cudem mama jednak przekonała mnie, żebym spróbowała. Wzięłam książkę do ręki, zaczęłam czytać, czytając usiadłam na fotel pod regałem i… wstałam z fotela dopiero wieczorem, po przeczytaniu całości. To jedna z najpiękniejszych lektur, po które sięgnęłam. Choć dziś pewnie moja rozbudzona feministyczna świadomość miałaby zastrzeżenia do postaci Marii, nie zmieniam zdania. „Komu bije dzwon” to lektura uniwersalna, którą każdy powinien przeczytać.

Moja mama jako nastolatka była zakochana w Hemingwayu. Z gazety wycięła jego brodaty portret i powiesiła w swoim pokoju. Kochała jego książki, ale fascynowała ją też jego bujna biografia.

Antoni Libera, „Madame”

W PRLu większość intelektualistów umiała przynajmniej czytać ze zrozumieniem po francusku. To, co działo się we Francji, a zwłaszcza w Paryżu, było wzorem dla mody, dziennikarstwa, literatury i sztuk wizualnych kraju, z którego tylko nielicznym udało się tam pojechać i wrócić z naręczem gazet, książek i wrażeń. Myślę, że nieprzypadkowo nastoletni, żyjący w świecie literatury bohater Antoniego Libery zakochuje się w nauczycielce właśnie języka francuskiego. Jego miłość jest jednak tylko kanwą podróży głównego bohatera w dojrzewanie, opisanej pięknym, bogatym językiem. Co ważne, to bogactwo jest autentyczne, wynikające z intelektualnej kondycji zarówno autora jak i głównego bohatera. Dlatego też ta książka podobała się mojej mamie – wielbicielce językowej prostoty, która udawaną i/lub pretensjonalną erudycję wyczuwa na odległość i reaguje alergicznie.

John Maxwell Coetzee, „Hańba”

Nie ma lepszej rekomendacji niż zakaz. Mama przeczytała „Hańbę”, kiedy byłam w gimnazjum. Książka ją zachwyciła, tak jak później wiele innych dzieł Coetzeego, który do dziś chyba pozostaje jej ulubionym pisarzem. Prosiła mnie jednak, żebym wstrzymała się z lekturą ze względu na jej obciążającą psychicznie treść. Oczywiście, to wszystko sprawiło, że nie pragnęłam wtedy czytać niczego innego. Na szczęście poczekałam – książka zresztą krążyła jakiś czas po rodzinie – i po raz kolejny w życiu, niechętnie muszę przyznać, że mama miała rację. Gdybym przeczytała tę książkę zbyt wcześnie, jeszcze trudniej byłoby mi zrozumieć postępowanie bohaterów i znieść kaskadę nieszczęść. I dużo szybciej miałabym świadomość okrucieństw tego świata – a przecież każda matka chciałaby chronić przed nimi swoje dzieci.

Kathryn Stockett, „Służące”

Tej powieści słuchałyśmy w formie audiobooka. Poruszyła nas sytuacja czarnoskórych służących, pracujących w domach białych Amerykanów. A raczej trzeba by napisać: Amerykanek, bo to książka o postępowaniu kobiet wobec kobiet. Mamę zadziwiało to, że z jednej strony panie domu bały się korzystać z tej samej toalety, co służące, a z drugiej, nie miały nic przeciwko żeby te myły, nosiły i tuliły ich dzieci. A to tylko jeden z paradoksów tej sytuacji, opisanych przez Stockett. Zszokowała nas też i rozbawiła sprytna zemsta jednej ze służących na swojej pani. Zarówno książka, jak i ekranizacja zapewniły nam równą proporcję radości, wzruszenia i refleksji.

Książki, które poleciłam mamie do przeczytania

Olga Tokarczuk, „Szafa”

Chociaż moja mama nie zachwyca się prozą Tokarczuk, postanowiłam ją trochę do niej przekonać, dzieląc się z nią wydanym wiele lat temu zbiorkiem opowiadań „Szafa”. Ależ miałam wyczucie! Co prawda nie udało mi się namówić mamy na sięgnięcie po którąś z najnowszych powieści Tokarczuk, ale przynajmniej pisarka zdobyła w oczach mojej mamy uznanie dzięki tytułowemu opowiadaniu. Szafa to mebel, który nie dość, że ma własny charakter, to jeszcze potrafi wywrzeć tak hipnotyzujące wrażenie, że dla jej posiadaczy staje się ostatecznie całym światem. To wszystko opisane charakterystycznym dla Tokarczuk realistycznym językiem, który niepostrzeżenie ukazuje surrealistyczną rzeczywistość.

Zośka Papużanka, „On”

Śpik jest po prostu inny – właściwie w całej książce nie dowiadujemy się, dlaczego, czy jest na to jakaś nazwa, albo czy postawiono mu jakąś diagnozę. Jednak ta jego inność objawiająca się nieprzystosowaniem do skrojonych na miarę realiów, sprawia, że relacja Śpika z matką jest wyjątkowa. Papużanka opisuje swojego bohatera barwnym językiem. Używa konkretnych obrazów, ale przy tym potrafi opowiadać nie wprost. I chociaż język, którego używa, jest równie wyjątkowy jak bohater powieści, całość składa się po prostu na codzienność. Cały wykreowany w tej książce świat, a także styl, którym posługuje się autorka, bardzo się mamie podobał. I pewnie dlatego niedawno spotkał ją zawód, kiedy przeczytała najnowszą książkę autorki – zbiór opowiadań „Świat dla ciebie zrobiłem”.

Jessie Burton, „Muza”

Pożyczyłam mamie tę książkę właściwie bez przekonania, że będzie się jej podobać. Niemniej obie (razem z całą naszą rodziną) mamy sentyment do Hiszpanii i interesujemy się jej historią i kulturą. Uznałam więc, że chociaż wątek związany z Andaluzją w przeddzień i na początku wojny domowej zainteresuje mamę. Pomyliłam się. Książka podobała się mamie na tyle, że pożyczyła ją swojej przyjaciółce, a ta przekazała ją jeszcze dalej i od razu kupiła wcześniejszą książkę autorki, „Miniaturzystka”. Dobrze się czasem pomylić.

Z ostatniej chwili: właśnie spędzam kilka dni z moją mamą. Dziś wróciła z zakupów spożywczych, usiadła do obiadu i powiedziała: „znowu kupiłam książkę…”

Advertisements

6 uwag do wpisu “Międzypokoleniowe czytanie. Część 2: Jak matka i córka

  1. Moją „mamą” podsyłającą książki genialne jest mój brat 🙂 Nigdy się nie zawiodłam na jego wyborach
    A z punkcików…to wszytsko normalne i codzienne…ale się nie kłócę 🙂 z kik chyba nie mam 🙂
    A! i na głos najwiekszemu jedynemu dziecku czytam…mężowi ;/

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zapisałam John Maxwell Coetzee, „Hańba” na moją listę. Uwielbiam ciężkie książki, przeczytałam w internecie opis fabuły i zdecydowanie to nie pozycja dla gimnazjalistów. Miałam podobną sytuację, w wieku 15 lat, mama zabroniła mi przeczytać Lolitę. Moje argumenty, że ja jestem 2 lata starsza od tytułowej bohaterki na nic się nie zdały. Jak to uparte dziecko przeczytałam oba wydania – starsze pikantniejsze i nowsze, plus obejrzałam film. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s