Pierwszy Recenzent gościnnie: Mężczyzno, nie poświęcaj się!

Slavoj Žižek bywa nazywany akademicką gwiazdą rocka; duński psycholog Jesper Juul jest kimś takim w dziale literatury tzw. parentingowej (przy czym język polski z pewnością stać na zgrabniejsze określenie – „literatura rodzicielska” brzmi całkiem w porządku, prawda?)

Juul nazywany jest człowiekiem, który w swojej metodyce i nauczaniu znalazł złoty środek pomiędzy bezstresowym wychowaniem a wojskowym drylem. W centrum stawia człowieka: jego potrzeby i godność. Celowo ów człowiek pojawia się w liczbie pojedynczej. Teoria Juula zakłada bowiem, że tylko zachowanie pełnej integralności każdej z poszczególnych osób tworzących rodzinę uczyni ją szczęśliwą.

„Być mężem i ojcem”, jeden z wielu poradników w dorobku Juula, potwierdza tę jakość. Jest to jednak poradnik szczególny, bo w sposób otwarty kierowany wyłącznie do mężczyzn. Niewykluczone, że to jego największa – potencjalna – wada. A na pewno źródło najostrzejszej krytyki, o czym łatwo się przekonać na czytelniczych forach. Na szczęście lektura tego poradnika raczej pomaga w budowaniu dystansu wobec jego zaciętych krytyków, z których wielu przydałoby się go przeczytać.

Jak na drobną objętość publikacji, jest ona drobiazgowo podzielona na kilkanaście podrozdziałów, z których każdy odpowiada osobnemu problemowi w relacji ojca z dzieckiem, ojca z partnerką, ojca z własnym ojcem i ich wariantów.

I tu właśnie zasadza się największa wartość książki. Po pierwsze, łatwo ją przyswoić. Nawet zmęczony opieką nad niemowlakiem tata znajdzie te dziesięć minut przed pójściem spać (albo kolejną przymusową pobudką…), żeby łyknąć jeden kilkustronicowy rozdzialik. Po drugie, każda z tych pigułek to gotowiec. Juul żadnego z problemów nie pozostawia bowiem bez praktycznego przykładu, wziętego z jego kilkudziesięcioletniej praktyki terapeutycznej. Z łatwością mogłem sobie wyobrazić siebie w takich sytuacjach w przyszłości, zwłaszcza że każdy mąż i ojciec prędzej czy później będzie musiał się z nimi zmierzyć.

Dzięki tej książce czuję, że – jako przyszły tata – zdobyłem rzetelny punkt odniesienia. Dzięki niemu nie będę musiał wynajdywać koła na nowo, kiedy pomiędzy mnie i Panią na Blogu wejdzie trzeci, zupełnie nowy człowiek.

Rozumiem trochę pojawiające się w internecie uwagi o aberracji, jaką miałby być ekskluzywnie męski punkt widzenia zastosowany przez autora. Sądzę, że to kwestia języka. Punkt widzenia jest tu bowiem ojcowski, to jest: wyprowadzony z roli pełnionej przez jedno z rodziców, a nie z jego płci.

Mam minimalne zastrzeżenia do języka przekładu, który wywiera na mnie wrażenie hiperpoprawnego, a przez to nieco sztywnego. Ale nie znam duńskiego, a niewykluczone przecież, że niemal siedemdziesięcioletni dziś Jesper Juul tak właśnie pisze.

Juul wzywa mężczyzn, by się cierpiętniczo nie poświęcali dla swoich partnerek i dzieci, bo to nie z cierpienia bierze się wzajemna miłość w rodzinie, a z czasu, który ze sobą spędzamy i osobistego szczęścia, które w ten sposób dzielimy. To trudna, choć jednak niełatwa do zakwestionowania teza.

 

 

 

Advertisements

6 uwag do wpisu “Pierwszy Recenzent gościnnie: Mężczyzno, nie poświęcaj się!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s