Rzeczy osobiste Marcina Wichy

Czytanie tak osobistych opowieści czasem wprawia mnie w zakłopotanie. Książka Marcina Wichy wcale nie jest o „Rzeczach, których nie wyrzucił”, tylko o ludziach, których już nie ma, a z którymi był szczególnie związany. Ojciec jest tu postacią marginalną, tak jakby jego śmierć dotknęła autora mniej, bo była jeszcze matka. Dopiero odejście matki, która wiele lat wcześniej obiecała odejść dopiero wtedy, gdy syn nie będzie jej potrzebował, sprawia, że autor musi zmierzyć się z pozostawionym mieszkaniem i jego zawartością, także, a może przede wszystkim, tą emocjonalną. Rzeczy przywołują wspomnienia, a ślady ich używania świadczą o tym, że bliska nam osoba naprawdę była, czytała, notowała, zaginała rogi…

Ta krótka książka pozbawiona jest pretensji do bycia arcydziełem. Nie niesie zbyt wiele uniwersalnych prawd, nie zawiera morałów. Porusza jednak temat relacji z naszymi przodkami. Tego, jaka ona jest, kiedy są. I tego, co pozostaje po ich odejściu. Nasze myśli przez całe życie krążą i będą krążyć wokół tego, co robili i mówili. Także wokół tego, czego nie mówili („Przyjaciele twierdzą, że mówiła prawdę w oczy. Czasem mówiła, czasem nie”).

Trochę zazdroszczę autorowi, że potrafił opisać i opublikować bardzo osobistą historię ostatnich chwil spędzonych z matką, rozmów z lekarzami, uświadamiania sobie, że matka odchodzi, że już jej nie ma. Niełatwo jest takie przeżycia z siebie wyrzucić i upublicznić. Czytelnik może rozumieć, że to etap żałoby, że autor chciałby całemu światu wykrzyczeć zbyt późną diagnozę i poczucie winy lekarza, ale niekoniecznie jest to część, z którą ów czytelnik chce się mierzyć. Historie ciężko chorych ludzi często mają wiele wspólnych wątków. Mimo to każda z nich jest osobista i autentyczna tylko dla tych, których dotyka bezpośrednio.

W bólu wszyscy stajemy się egoistami. Cierpienie zaciera perspektywę zdarzeń. Mimo tego, że ostatnie strony książki wydają się być napisane raczej dla autora niż dla czytelnika, nie odbierają one uroku całości, która jest bardzo dobrze, mądrze napisana. Niewykluczone, że towarzyszące lekturze poczucie niezręczności świadczy o jej głęboko ludzkim rysie. I o szczerości Marcina Wichy.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Rzeczy osobiste Marcina Wichy

  1. Cześć.

    Z własnego doświadczenia wiem, że przelewanie myśli, uczuć i tak dalej na papier to dobra metoda na pogodzenie się z tym wszystkim, co nas spotkało.

    Ja rozstałem się z dziewczyną, z mojej winy, ale to nie jest aż takie ważne i piszę do niej listy. Tylko że nigdy ich nie wysyłam. Wkładam do pudełka i czekają sobie. Może jej kiedyś je pokażę, jeśli wrócimy do siebie. Może ich nigdy nie zobaczy. Nie wiem.

    Co prawda, raczej nigdy nie odważyłbym się na opublikowanie jakiegoś tekstu. To sprawa bardzo intymna, podczas pisania takich rzeczy to wyciąganie wszystkiego z naszego umysłu, otwieranie się. Z jednej strony podziwiam autora, że był na tyle odważny, z drugiej strony uważam to za głupotę.
    Dlatego nigdy nie kupię tej książki. Przecież każdy mógłby napisać o złych rzeczach, które go spotkały i wydać to w formie książki.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s