Międzypokoleniowe czytanie. Część 1: Dzień Ojca

Podobno ani szkoła ani biblioteka nie są w stanie zachęcić do czytania tak skutecznie jak rodzina i zaczytane otoczenie. Mam szczęście mieć rodzinę, w której czytają chyba wszyscy, więc moja pasja do książek jest czymś zupełnie naturalnym (chociaż mama gasiła mi w nocy światło, jeśli się zasiedziałam, a rodzeństwo nieraz miało pretensje, kiedy zamykałam się w łazience żeby w spokoju poczytać – zupełnie nie rozumiem, dlaczego). Jednak nie chodzi tylko o nawyk czytania, a także o polecanie sobie książek i dyskutowanie o nich. Nie wszyscy mają szczęście czytać międzypokoleniowo, a wiem, że po wiele książek nie sięgnęłabym gdyby nie rodzice, rodzeństwo, kuzynki i inni krewni. Stąd pomysł na cykl o książkach, które polecili mi członkowie mojej rodziny i o tych, które ja im poleciłam. Te polecanki nie zawsze są udane, czasem wiążą się z nimi zabawne historie, zresztą – sami zobaczcie!

Dziś Dzień Ojca, a za kilka dni minie rok odkąd ostatnio widziałam mojego tatę. Teraz mogę opierać się tylko na wspomnieniach tego, o czym rozmawialiśmy i jakie były jego opinie o książkach. Mam jednak nadzieję, że dobrze zapamiętałam to, o czym rozmawialiśmy. A na zdjęciu fragment półki z książkami w moim rodzinnym domu, w 2002 roku, zanim została zlikwidowana na rzecz nowych regałów.

Co przeczytałam dzięki mojemu tacie

Maria Rodziewiczówna, „Dewajtis”

To było jeszcze zanim pod koniec podstawówki odkryłam, że chodzenie do miejskiej biblioteki jednak jest fajne i po skończeniu książki zazwyczaj snułam się po domu i zamęczałam rodziców i rodzeństwo marudzeniem, że „nie mam co czytaaaać”. Wtedy tata poszukał na półkach i dał mi do ręki „Dewajtis” mówiąc, że ta książka zachwyciła go jak był nastolatkiem. Mnie niestety nie zachwyciła. Co prawda bardzo podobał mi się romantyczny ton tej powoli snującej się powieści, ale nie rozumiałam rozterek głównego bohatera. Chyba byłam na to za młoda.

Giorgio Vasari, „Żywoty najsłynniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów”

Co prawda tata nie podał mi tej książki do ręki osobiście, ale zapewne znalazła się w naszym domu za jego sprawą. Zbiór żywotów wybitnych postaci renesansu czyta się jak baśń i, jak potem dowiedziałam się studiując historię sztuki, słusznie. Pisząc swoje dzieło Vasari opierał się nie tylko na faktach, ale i na plotkach, insynuował zdarzenia z życia artystów, co do których są duże wątpliwości, czy rzeczywiście się wydarzyły, a nawet pomylił kilka dat! Niemniej, to wspaniała lektura, dająca pojęcie o epoce. Wydanie, które mieliśmy w domu, było (jak dla mnie) bardzo stare, a niektóre strony trzeba było rozcinać nożykiem do papieru. To dopiero była zabawa!

John Grisham, „Firma”

Ulubioną literacką rozrywką mojego taty były thrillery i kryminały. Już dobrze tego nie pamiętam, ale to pewnie on miał wpływ na to, że w dzieciństwie przeczytałam tak dużo książek Agaty Christie i Arthura Conan Doyle’a. Z rozrzewnieniem też wspominam wakacje, w które dużo z tatą podróżowałam samochodem słuchając audiobooka „Widma w mieście Breslau” Marka Krajewskiego. Grishama nie przeczytałam tak dużo, jak tata, ale „Firma” to lektura obowiązkowa! Świetnie skonstruowana, trzymająca w napięciu aż po sam koniec… i jeszcze dalej. Czytałam ją chyba dwa razy. A na deser – film z Tomem Cruisem z 1993 roku, który z tatą obejrzeliśmy kilka razy.

Mariusz Urbanek, „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna”

Tata był zachwycony tą książką i właśnie dlatego po nią sięgnęłam. Rzeczywiście, osobowości i życiorysy opisanych w niej matematyków to materiał na więcej niż jedną książkę. Tata jako wykładowca i ja jako (jeszcze niedawno) studentka odczuwaliśmy nostalgię za dawnym uniwersytetem, który przygarniał geniuszy nie radzących sobie często z codziennością i opierał się na relacji mistrz uczeń, a nie, jak dziś, na grantach, systemach i biurokracji. Takie właśnie środowisko naukowe opisane jest w „Genialnych”, a książka to zawsze jakiś sposób na uzupełnienie tego, czego nam w życiu brakuje.

Książki, które poleciłam tacie do przeczytania

Witold Gombrowicz, „Ferdydurke”

Kiedy mój brat czytał „Ferdydurke”, ja już miałam tę lekturę za sobą, ale akurat w tym samym czasie czytałam „Transatlantyk” Gombrowicza, który był lekturą do rozszerzonej matury z języka polskiego. Pamiętam, jak pewnego wieczora jedliśmy kolację, i, co zdarza się bardzo rzadko, i mój brat, i ja zachwycaliśmy się Gombrowiczem, jego światem i językiem. Oczywiście, za czasów moich rodziców w szkole nie czytało się Gombrowicza, a więc pod wpływem naszych zachwytów tata postanowił razem z nami nadrobić braki w lekturze. „Ferdydurke” na pewno leżała na jego stoliku nocnym, ale tata raczej z trudem dobrnął do końca – o ile w ogóle dobrnął, nie pamiętam dobrze. Stwierdzenie, że nie podzielał naszego entuzjazmu to eufemizm.

Zuzanna Radzik, „Kościół kobiet”

Temat miejsca i pozycji kobiet w Kościele Katolickim jest bardzo trudny i wzbudza wiele kontrowersji. Wiele osób obwinia Kościół za utrwalanie patriarchalnego modelu rodziny i jego skrajnych przejawów, związanych z agresją i innymi patologiami. Wiele kobiet nie czuje się w Kościele dobrze, ale są chrześcijankami i wiara jest dla nich ważna. Zuzanna Radzik jest prekursorką – teolożką związaną z polskim Kościołem, która widzi potrzebę gruntownych przemian w tej instytucji i nie waha się ich postulować. To prawdziwa rewolucjonistka!

Miałam obawy, polecając tę książkę mojemu tacie, okazało się, że niesłusznie. Jak już nieraz bywało, zaskoczył mnie tym, że wcale nie był takim konserwatystą na jakiego czasami mógł wyglądać. Bardzo dobrze ocenił „Kościół kobiet”, uznał, że jest to książka bardzo potrzebna. Ja miałam zastrzeżenia do chaotycznej formy, a u taty – brak zastrzeżeń!

J. K. Rowling, „Trafny wybór”

Wspominałam już o tym, że mój tata lubił kryminały? Kupiłam mu „Trafny wybór” kiedy był w szpitalu i łaknął lektury wciągającej, ale niezbyt wymagającej. Taka właśnie była moja ocena tej książki. Potem okazało się, że mieliśmy podobne odczucia: ciekawy świat nastolatków w tej książce nie mógł się równać bezbarwnej, papierowej rzeczywistości dorosłych bez osobowości. Ale jako lekturę do szpitala tata zapewne by ją polecił.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Międzypokoleniowe czytanie. Część 1: Dzień Ojca

  1. Wspaniałe jest czytać i móc się dzielić z tą pasją z najbliższymi… jeszcze lepiej dyskutować o przeczytanej lekturze. Każdy czytelnik inaczej odbiera dzieło, gdy w grę wchodzi różnica pokoleń obie strony mogą doszukać się ciekawych interpretacji!
    Gratuluje Taty! Myślę, że dzięki książkom dalej jest obecny w Pani życiu.

    Polubione przez 1 osoba

  2. To piękna sprawa, tak sobie polecać książki między pokoleniami! I Ty i Twój Tata mogliście z tego dużo wyciągnąć. 🙂 To, że nie spodobało mu się Ferdydurke nie znaczy, że nie zaczęrpnął z tej literatury – choćby zobaczył, co lubią jego dzieci, prawda? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. „Firmę” Grishama też kiedyś wpadła mi u rodziców w oko, ale ponieważ pochodzę z różnie rozczytanej rodziny co Ty, to półka ta w rzeczywistości była olbrzymią biblioteczką, w której można było się zagubić 😉
    Większości wymienionych przez Ciebie książek nie znam. Oprócz „Ferdydurkę”, oczywiście, którą wyjątkowo lubiłam…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s